Przejdź do treści

Jaki budżet na Google Ads - jak go policzyć i od czego zacząć?

Budżet na Google Ads to pierwsze pytanie, które zadaje prawie każdy właściciel firmy przed startem kampanii. Nie ma jednej kwoty dobrej dla wszystkich, ale da się ją policzyć z kilku liczb, które znasz albo możesz oszacować.

Od czego zależy budżet na Google Ads?

Budżet zależy od trzech rzeczy: ile kosztuje kliknięcie w Twojej branży, jaka część klikających zostaje klientami i ilu klientów chcesz pozyskać w miesiącu. Reszta to rekomendacje Google dla poszczególnych typów kampanii i czas potrzebny na naukę algorytmu.

Firmy wydają na reklamę online coraz więcej. Według badania IAB Polska i PwC AdEx rynek reklamy online w Polsce był w 2025 r. wart 10,9 mld zł, o 14,6% więcej niż rok wcześniej[1]. Reklama w wyszukiwarkach odpowiadała za około jedną trzecią tego przyrostu[1]. Badanie obejmuje największe firmy internetowe, a nie cały rynek[1].

Jak policzyć budżet na Google Ads?

Najprostszy rachunek zaczyna się od celu, a nie od kwoty. Odpowiedz sobie, ilu zamówień albo zapytań potrzebujesz w miesiącu i ile możesz zapłacić za jedno z nich, żeby wciąż zarabiać. Potem przelicz to na kliknięcia.

KrokCo liczyszPrzykład (liczby założone)
1Cel na miesiąc40 zamówień
2Współczynnik konwersji2% klikających kupuje
3Potrzebne kliknięcia40 / 2% = 2000 kliknięć
4Średni koszt kliknięcia1,50 zł
5Budżet miesięczny2000 × 1,50 zł = 3000 zł
6Budżet dzienny3000 zł / 30,4 = około 99 zł

Ostatni krok to wzór Google: budżet miesięczny dzielony przez średnią liczbę dni w miesiącu, czyli 30,4, daje średni budżet dzienny[2]. W przykładzie koszt jednego zamówienia wynosi 75 zł. Jeśli Twoja marża na zamówieniu jest niższa, problemem nie jest budżet, tylko opłacalność kampanii.

Skąd wziąć koszt kliknięcia i współczynnik konwersji, jeśli nigdy nie reklamowałeś się w Google? Z danych własnej strony (ile osób z innych źródeł kupuje), z planera słów kluczowych albo z benchmarków branżowych. Te ostatnie traktuj ostrożnie, bo zwykle pochodzą z innych rynków.

Jak Google wydaje Twój dzienny budżet?

Kwota, którą wpisujesz w kampanii, to średni budżet dzienny, a nie sztywny limit na każdy dzień[2]. Google przesuwa wydatki na dni, w których kliknięcia i konwersje są bardziej prawdopodobne, więc jednego dnia wyda mniej, a innego więcej[2].

W większości kampanii obowiązują dwa limity[2]:

  • w ciągu jednego dnia Google wyda najwyżej dwa razy więcej niż średni budżet dzienny,
  • w ciągu miesiąca najwyżej 30,4 razy średni budżet dzienny.

Dlatego planuj budżet w ujęciu miesięcznym. Pojedynczy dzień z podwójnym wydatkiem to normalne działanie systemu, a nie błąd. Budżet możesz zmienić w dowolnym momencie[2].

Jaki minimalny budżet na Google Ads zalecają dla różnych kampanii?

Zalecenia Google dla kampanii z automatycznymi stawkami mają zwykle formę proporcji między budżetem dziennym a kosztem pozyskania klienta, czyli CPA.

Typ kampaniiZalecenie GoogleCo to znaczy w praktyce
Performance MaxBudżet dzienny co najmniej 3 razy docelowy CPA[3]Przy CPA 100 zł to co najmniej 300 zł dziennie (liczby założone)
Demand Gen, stawki za konwersjeBudżet dzienny co najmniej 15 razy docelowy lub oczekiwany CPA[4][5]Przy CPA 30 zł to co najmniej 450 zł dziennie (liczby założone)
Demand Gen, stawki za kliknięciaBrak minimalnego budżetu[4]Naszym zdaniem dobry wariant na test zasięgu, słabszy na sprzedaż
Demand Gen, minimum kwotoweCo najmniej 100 USD dziennie na każdą grupę reklam (przewodnik z 2023 r.)[4]; 100 USD dziennie na całą kampanię jako „minimum zgodne z dobrą praktyką” (product manager Google, 2026 r.)[6]Kampania dla firm z większym budżetem

Ostatnią wypowiedź przedstawiciela Google opisał serwis branżowy PPC Land. To uwaga z odcinka serii Ads Decoded na kanale Google Ads w YouTube, a nie zapis w pomocy Google[6]. Ta kwota dotyczyła kampanii bez pliku produktowego i z dużą liczbą zasobów, a Google Ads API przyjmie już budżet 5 USD dziennie[6]. Dokumentacja Performance Max dodaje, że budżet powinien być zbliżony do budżetów innych dobrze działających kampanii na koncie, a zbyt niski budżet w stosunku do CPA oznacza wolniejszy start i mniej konwersji[3].

Ile czasu potrzebuje kampania, zanim ocenisz budżet?

Nowa kampania z automatycznymi stawkami przechodzi okres nauki. Według Google trwa on najwyżej 7 dni, a ustabilizowanie wyników może potrwać do jednego lub dwóch cykli konwersji[7]. Cykl konwersji to czas od kliknięcia do zakupu albo zapytania. Niski budżet dzienny, wąskie kierowanie i zbyt ambitne cele spowalniają ten proces[7].

Zmiana budżetu dziennego nie uruchamia ponownie okresu nauki[7]. Możesz więc zacząć ostrożnie i zwiększać kwotę, gdy kampania pokaże wyniki. Dla kampanii Demand Gen Google zaleca test trwający co najmniej 4 do 6 tygodni[4].

Gdy kampania ma już historię, przyda się Planer skuteczności kampanii w Google Ads. Prognozuje on wyniki przy różnych budżetach na podstawie ostatnich 7 do 10 dni[8], ale w kampaniach w wyszukiwarce, produktowych i Performance Max wymaga co najmniej 3 kliknięć, 10 wyświetleń i 1 konwersji[8]. Jeśli kampania ma status ograniczonej budżetem, Google sugeruje lekkie obniżenie stawek albo przejście na automatyczne ustalanie stawek[9].

Jaki budżet na Google Ads wybrać w Twojej firmie?

Naszym zdaniem decyzja zależy od tego, ile kosztuje Cię pozyskanie jednego klienta i jak szybko chcesz zobaczyć wyniki.

Sytuacja firmyDecyzjaDlaczego
Sklep internetowy z policzonym kosztem zamówieniaTAK: budżet z rachunku celu, dla Performance Max co najmniej 3 razy CPAMasz z czym porównać wyniki po pierwszym miesiącu
Sklep, którego nie stać na budżet 3 razy CPAPOCZEKAJ z Performance Max, zacznij od kampanii w wyszukiwarce na najlepsze produktyZbyt mały budżet wydłuża start i daje mało danych
Lokalna firma usługowaTAK: kampania w wyszukiwarce, budżet = liczba zapytań × koszt zapytaniaKlienci szukają usługi wtedy, gdy jej potrzebują
Firma usługowa myśląca o Demand GenNIE na start, chyba że budżet pozwala na kilkaset złotych dziennieRekomendacje Google dla tej kampanii są wysokie

Najczęściej słyszę pytanie, ile minimum trzeba dać Google, by to się opłacało? Odpowiadam pytaniem: ile możesz zapłacić za jednego klienta? Bez tej liczby każdy budżet jest strzałem w ciemno. Radzę zacząć od jednej kampanii z budżetem, który pozwala zebrać dane przez pełny miesiąc i dopiero potem dokładać kolejne. Ostrzegam przed rozdzielaniem małej kwoty na pięć kampanii, bo żadna z nich niczego się nie nauczy. Kto wie, może okaże się, że Twój klient jest tańszy, niż myślisz. Ale żeby to sprawdzić, trzeba dać kampanii szansę.

dr Mateusz Juźwik, właściciel Marketing Chief Agency

Podsumowanie

Budżet na Google Ads liczysz od celu: ilu klientów potrzebujesz i ile możesz za nich zapłacić. Google wydaje budżet nierówno w ciągu miesiąca, ale w większości kampanii nie przekroczy w miesiącu 30,4 razy kwoty dziennej. Rekomendujemy zaczynać od jednej kampanii z budżetem zgodnym z zaleceniami Google dla danego typu i ocenić wyniki po pełnym cyklu konwersji.

Źródła

  1. Rynek reklamy online odnotowuje kolejny rekordowy wynik (IAB Polska/PwC AdEx za 2025 r.) – IAB Polska (dostęp: 24.10.2026)
  2. About average daily budgets – Google Ads Help (dostęp: 24.10.2026)
  3. Create a Performance Max Campaign Budget – Google Ads API (dostęp: 24.10.2026)
  4. Demand Gen Implementation Guide – Google (2023) (dostęp: 24.10.2026)
  5. Create a Demand Gen campaign – Search Ads 360 Help (dostęp: 24.10.2026)
  6. Google PM calls $100 a day the floor for a Demand Gen campaign – PPC Land (dostęp: 24.10.2026)
  7. Duration of the learning period for campaigns and what affects it – Google Ads Help (dostęp: 24.10.2026)
  8. About Performance Planner – Google Ads Help (dostęp: 24.10.2026)
  9. Tips for optimizing your average daily budget – Google Ads Help (dostęp: 24.10.2026)

Automatyczne tłumaczenie reklam Google Ads – 6 sytuacji, w których pomaga albo szkodzi

Automatyczne tłumaczenie reklam Google Ads kusi szybkim wejściem na nowe rynki. Pokazujemy sytuacje z różnych branż, w których ta funkcja pomaga albo szkodzi i podpowiadamy, jak ocenić, czy dotyczy Twojej firmy.

Czym jest automatyczne tłumaczenie reklam Google Ads?

W panelu Google Ads pojawiło się narzędzie „Translation”, opisane jako „Translate with Google AI”[1]. O wdrożeniu napisał 22 października 2026 r. branżowy serwis Search Engine Roundtable, powołując się na wpis Jyll Saskin Gales na LinkedInie[1]. Oficjalnego ogłoszenia Google w naszych materiałach jeszcze nie ma.

Narzędzie tłumaczy cztery rodzaje elementów[1]:

  • teksty reklam: nagłówki, opisy, linki do podstron i objaśnienia,
  • słowa kluczowe,
  • grafiki: AI zastępuje tekst na obrazie przetłumaczonym i dodaje nowe wersje jako dodatkowe zasoby,
  • strony docelowe: adresy wgrywasz ręcznie albo instalujesz na stronie fragment kodu JavaScript.

Każdy z tych elementów niesie inne ryzyko. Poniżej opisujemy sytuacje, które naszym zdaniem są najbardziej prawdopodobne. To przykłady poglądowe MCA, a nie przypadki opisane w źródle.

Kiedy automatyczne tłumaczenie reklam Google Ads może zaszkodzić?

Sklep z kosmetykami wchodzi na rynek niemiecki

Właścicielka sklepu tłumaczy kampanię jednym kliknięciem. Nagłówki brzmią poprawnie, ale opisy działania produktów po przekładzie obiecują więcej niż polski oryginał. Do tego przetłumaczone słowa kluczowe to dosłowne odpowiedniki polskich haseł, a Niemcy szukają tych kosmetyków innymi słowami. Efekt: mało wyświetleń na właściwe zapytania i teksty, które trzeba poprawiać po starcie kampanii.

Producent maszyn sprzedający firmom w kilku krajach

W branży technicznej liczy się precyzja. Automatyczny przekład może pomylić nazwę części albo parametr, a kupiec z działu zakupów od razu zauważy błąd. Jednocześnie ta sama firma może zyskać: szybko sprawdzi, w którym kraju są wyszukiwania jej produktów, zanim zapłaci za profesjonalne tłumaczenie całej oferty.

Klinika przyjmująca pacjentów z zagranicy

Reklamy usług medycznych i estetycznych podlegają ostrzejszym zasadom niż reklamy zwykłych produktów. Jedno źle przełożone słowo może zmienić informację w obietnicę efektu. Za treść reklamy odpowiada reklamodawca, niezależnie od tego, kto ją przetłumaczył. Tu automatyczny przekład nadaje się tylko jako szkic do sprawdzenia przez osobę znającą i język, i przepisy.

Kiedy automatyczne tłumaczenie reklam pomaga firmie?

Hotel przyciągający gości z Niemiec i Czech

Ośrodek ma grafiki z ofertami sezonowymi po polsku. Narzędzie podmienia tekst na obrazach i dodaje przetłumaczone wersje jako nowe zasoby[1], więc polskie grafiki zostają bez zmian. Hotel szybciej przygotuje reklamy na kilka rynków. Warunek: ktoś musi sprawdzić, czy ceny, daty i nazwy pakietów na grafikach zgadzają się z ofertą w danym języku.

Sklep, który już sprzedaje za granicą, ale ma reklamy tylko po angielsku

Firma wysyła do kilku krajów, ale reklamuje się wszędzie po angielsku, bo brakowało czasu na wersje lokalne. Tłumaczenie w panelu pozwala w krótkim czasie dodać wersje w językach klientów. Tu ryzyko jest najmniejsze, bo logistyka i obsługa już działają, a wyniki nowych reklam łatwo porównać z dotychczasowymi.

Sklep, który instaluje kod tłumaczący strony docelowe

Jedną z opcji tłumaczenia stron docelowych jest instalacja fragmentu kodu JavaScript na stronie[1]. To szybkie rozwiązanie, gdy sklep nie ma wersji językowych. Naszym zdaniem przed instalacją każdego zewnętrznego kodu trzeba sprawdzić jego wpływ na szybkość strony, działanie banera zgód i to, czy klient po przejściu do koszyka nie wraca nagle do polskiej wersji.

Jakie jest ryzyko automatycznego tłumaczenia reklam w Twojej branży?

Zestawiliśmy powyższe sytuacje w jednej tabeli.

SytuacjaMożliwy skutekCo zrobić
Dosłownie przetłumaczone słowa kluczowePłacisz za zapytania, których klienci prawie nie wpisująZrób osobną listę słów dla każdego rynku
Opisy produktów obiecują więcej niż oryginałReklamacje, zwroty, kłopoty z zasadami reklamDaj teksty do sprawdzenia osobie znającej język
Reklamy usług medycznych lub finansowychOdrzucone reklamy albo ryzyko prawneTraktuj przekład jako szkic, zatwierdzaj każde zdanie
Grafiki z cenami i datamiKlient widzi ofertę inną niż na stronieSprawdź każdą przetłumaczoną grafikę przed startem
Kod JavaScript na stronie docelowejWolniejsza strona, kłopot ze zgodamiZleć instalację i test osobie odpowiedzialnej za stronę
Brak wersji lokalnych przy działającej sprzedaży zagranicznejTracisz klientów, którzy wolą reklamy w swoim językuPrzetestuj tłumaczenie na jednym rynku i porównaj wyniki

Czy automatyczne tłumaczenie reklam Cię dotyczy?

Odpowiedz sobie na kilka pytań:

  • Czy sprzedajesz albo chcesz sprzedawać klientom mówiącym w innym języku niż polski?
  • Czy masz wysyłkę, zwroty i obsługę klienta w tym języku?
  • Czy Twoja branża ma szczególne zasady reklamy, jak zdrowie, suplementy albo finanse?
  • Czy na Twoich grafikach są ceny, daty albo gry słów?
  • Czy masz w zespole albo wśród współpracowników osobę, która sprawdzi przekład?
  • Czy możesz dodać kod do swojej strony bez ryzyka dla jej działania?

Jeśli na pierwsze dwa pytania odpowiadasz twierdząco, narzędzie jest dla Ciebie. Jeśli na trzecie i czwarte też, zaplanuj więcej czasu na sprawdzenie tekstów i grafik.

Widziałem już wiele kampanii zagranicznych, które przegrywały nie przez budżet, tylko przez język. Klient od razu czuje, że tekst pisał ktoś obcy. Nowe narzędzie Google jest naprawdę wygodne, ale wygoda kusi, żeby niczego nie sprawdzać. Radzę zacząć od jednego rynku i jednej kampanii, a przekład dać do przeczytania komuś, kto w tym języku myśli. Ostrzegam przede wszystkim branże zdrowotne i finansowe. Kto wie, ile czasu zajmie Google dopracowanie tłumaczeń. Ale błąd w reklamie płacisz Ty, nie Google.

dr Mateusz Juźwik, właściciel Marketing Chief Agency

Podsumowanie

Automatyczne tłumaczenie reklam Google Ads najbardziej pomaga firmom, które już obsługują klientów z zagranicy i brakuje im wersji językowych reklam. Największe ryzyko dotyczy słów kluczowych, obietnic w branżach regulowanych i grafik z cenami. Rekomendujemy test na jednym rynku i sprawdzenie każdego tekstu przed uruchomieniem budżetu.

Źródła

  1. Google Ads New Translation Tool – Search Engine Roundtable (Barry Schwartz, 22.10.2026) (dostęp: 23.10.2026)

Społeczeństwo informacyjne w Polsce 2026 - co wiemy o nowym raporcie GUS i jak czytać jego liczby

Społeczeństwo informacyjne w Polsce 2026 to tytuł nowej informacji sygnalnej GUS o wykorzystaniu technologii cyfrowych. Wyjaśniamy, co wiadomo o tej publikacji, jak czytać jej liczby i które z nich przydadzą się przy planowaniu marketingu na 2027 rok.

Co GUS opublikował w raporcie Społeczeństwo informacyjne w Polsce 2026?

21 października 2026 r. Główny Urząd Statystyczny dodał w serwisie informację sygnalną „Społeczeństwo informacyjne w Polsce w 2026 r.”[1]. To pierwszy dokument w tej serii z danymi za bieżący rok[1].

GUS dzieli swoje materiały na kilka rodzajów: informacje sygnalne, publikacje, tablice i notatki informacyjne[1]. Informacja sygnalna jest formą krótszą od publikacji. Rok temu temat miał pełną publikację „Społeczeństwo informacyjne w Polsce w 2025 r.” z datą 16 grudnia 2025 r.[1]. Naszym zdaniem warto więc wrócić do tematu pod koniec roku, bo rozszerzone opracowanie za 2026 r. może pojawić się podobnie jak poprzednie. GUS takiej daty na razie nie podał.

Poniżej zestawienie dokumentów, które GUS udostępnia w dziale „Społeczeństwo informacyjne”. Pokazuje, jak wygląda cała seria i z czym da się porównać nowe dane.

Rodzaj dokumentuTytułData
Informacja sygnalnaSpołeczeństwo informacyjne w Polsce w 2026 r.21.10.2026
TablicaWykorzystanie technologii informacyjno-komunikacyjnych w jednostkach administracji publicznej w 2025 r.18.05.2026
Informacja sygnalnaWykorzystanie technologii informacyjno-komunikacyjnych w jednostkach administracji publicznej w 2025 r.18.05.2026
PublikacjaSpołeczeństwo informacyjne w Polsce w 2025 r.16.12.2025
PublikacjaWykorzystanie zaawansowanych technologii w przemyśle w 2023 r.29.07.2025
PublikacjaJak korzystamy z Internetu? (dla rodzin biorących udział w badaniu) 202428.03.2025
PublikacjaZeszyt metodologiczny - Wskaźniki społeczeństwa informacyjnego. Badania wykorzystania technologii informacyjno-komunikacyjnych04.05.2022

Źródło: zestawienie dokumentów w serwisie GUS[1].

Kto i jak bada społeczeństwo informacyjne w Polsce?

Dane zbiera i publikuje GUS, czyli urzędowa statystyka publiczna. Zasady badania opisuje „Zeszyt metodologiczny - Wskaźniki społeczeństwa informacyjnego. Badania wykorzystania technologii informacyjno-komunikacyjnych” z 4 maja 2022 r.[1]. W nim znajdziesz definicje wskaźników. To ważne, bo „korzystanie z internetu” czy „zakupy online” w statystyce mają ścisłe znaczenie, które nie zawsze pokrywa się z tym, co liczy Twoja analityka.

W badaniu biorą udział gospodarstwa domowe. Świadczy o tym osobna publikacja GUS „Jak korzystamy z Internetu?” przygotowana dla rodzin biorących udział w badaniu[1]. Osobno GUS opisuje wykorzystanie technologii w administracji publicznej (dane za 2025 r.) i zaawansowane technologie w przemyśle (dane za 2023 r.)[1]. Już w 2008 r. GUS wydał notatkę o społeczeństwie informacyjnym w Unii Europejskiej, opartą na badaniach gospodarstw domowych i przedsiębiorstw z lat 2005-2007[1], więc seria ma długą historię i da się w niej śledzić trendy.

Jakie liczby z raportu GUS mają znaczenie dla marketingu?

Raport Społeczeństwo informacyjne w Polsce 2026 to dużo tabel. Właścicielowi firmy nie wszystkie się przydadzą. Rekomendujemy, by przy lekturze szukać odpowiedzi na kilka pytań:

  • Jaka część ludzi w wieku Twoich klientów korzysta z internetu regularnie i czy ta grupa rośnie?
  • Ile osób kupuje online i jak zmieniło się to w porównaniu z poprzednim rokiem?
  • Czy widać różnice między dużymi miastami a mniejszymi miejscowościami?
  • Jak firmy w Twojej branży korzystają z narzędzi cyfrowych, na przykład sprzedaży internetowej, mediów społecznościowych czy sztucznej inteligencji?
  • Które grupy wciąż korzystają z internetu rzadko i czy to Twoi klienci?

Jeśli informacja sygnalna nie zawiera danego wskaźnika, sprawdź poprzednią pełną publikację za 2025 r.[1] albo poczekaj na rozszerzone opracowanie.

Jak czytać dane GUS, żeby nie wyciągnąć złych wniosków?

Statystyka publiczna opisuje całą populację. Twoja firma obsługuje jej mały wycinek. Kilka zasad, które stosujemy w MCA przy pracy z takimi danymi:

  • Średnia krajowa nie mówi nic o Twoim kliencie. Sklep z elektroniką i zakład pogrzebowy mają zupełnie inną grupę docelową, choć obie firmy działają w tym samym kraju.
  • Zmiana rok do roku jest cenniejsza niż sam poziom. Jeśli udział kupujących online w Twojej grupie wiekowej rośnie, to sygnał do przesunięcia budżetu.
  • Definicje mają znaczenie. Przed porównaniem danych GUS z własnymi raportami sprawdź w zeszycie metodologicznym[1], co dokładnie oznacza wskaźnik.
  • Dane GUS to punkt odniesienia, a nie zamiennik własnej analityki. Twoje GA4, dane ze sklepu i z kampanii pokazują prawdziwe zachowanie Twoich klientów.

Co społeczeństwo informacyjne w Polsce 2026 znaczy dla e-commerce i firm usługowych?

Poniższa tabela to nasza propozycja, na co patrzeć w zależności od rodzaju firmy. Decyzje to opinia MCA, nie wnioski GUS.

Rodzaj firmyNa co patrzeć w danychDecyzja
Sklep internetowyOdsetek kupujących online w Twojej grupie wiekowej i jego zmiana rok do rokuPrzeczytaj informację sygnalną teraz i porównaj z wynikami sklepu
Firma usługowa działająca lokalnieKorzystanie z internetu poza dużymi miastami, wyszukiwanie informacji o usługachPoczekaj na pełniejsze dane, jeśli informacja sygnalna nie rozbija wyników na regiony
Firma B2BWykorzystanie technologii przez przedsiębiorstwa i administracjęDla dostawców sektora publicznego przydatne są też dane o administracji za 2025 r.
Firma z klientami 65+Grupy, które rzadko korzystają z internetuTo argument za utrzymaniem kanałów offline obok reklamy online

Koszt wdrożenia jest tu niski. Lektura i porównanie z własnymi danymi to kilka godzin pracy właściciela albo agencji. Nic nie trzeba zmieniać na stałe, a wnioski łatwo zweryfikować na kolejnych edycjach raportu.

Raporty GUS czytam co roku i za każdym razem łapię się na tym, że chciałbym od razu przełożyć jedną liczbę na budżet. Nie rób tego. Dane o społeczeństwie informacyjnym pokazują kierunek, a nie przepis na kampanię. Radzę wziąć dwa, trzy wskaźniki dotyczące Twoich klientów i położyć je obok wyników z GA4. Jeśli pasują, masz potwierdzenie. Jeśli nie pasują, też dobrze, bo wiesz, że Twój klient zachowuje się inaczej niż średnia. Ostrzegam, jeśli ktoś pokazuje Ci krajowe dane jako dowód, że Twoja firma musi wejść w nowy kanał. Kto wie, może musi. Ale najpierw sprawdź własne liczby.

dr Mateusz Juźwik, właściciel Marketing Chief Agency

Podsumowanie

GUS opublikował informację sygnalną Społeczeństwo informacyjne w Polsce 2026 i to dobry moment, by sprawdzić, czy Twoje założenia o klientach są aktualne. Wybierz kilka wskaźników dotyczących Twojej grupy docelowej, porównaj je z poprzednim rokiem i z własną analityką. Pełniejszy obraz da rozszerzone opracowanie, jeśli GUS je opublikuje.

Źródła

  1. Społeczeństwo informacyjne - Główny Urząd Statystyczny (stat.gov.pl) (dostęp: 23.10.2026)

    Niska jakość zdjęć w Merchant Center - produkty zostają w reklamach. Co to znaczy dla Twojego sklepu?

    Google zmienił zasady dotyczące problemu, który w panelu nazywa się niska jakość zdjęć w Merchant Center. Produkty z rozmazanymi albo zbyt małymi zdjęciami nie wypadają już z reklam ani z bezpłatnych wyników. Wyjaśniamy, co to znaczy dla Twojego sklepu i czy poprawę zdjęć możesz odłożyć.

    Co zmieniło się w ostrzeżeniu o niskiej jakości zdjęć w Merchant Center?

    Merchant Center oznacza produkt problemem „Low image quality [image_link]”, gdy co najmniej jedno z jego zdjęć jest rozmazane, pikselowane albo ma niską rozdzielczość[1]. W aktualnej wersji pomocy Google dopisał uwagę: produkt nadal będzie wyświetlany w reklamach i bezpłatnych informacjach o produktach[1].

    Wcześniej w Google Merchant Center Help widniało, że taki produkt może zostać zablokowany w reklamach i bezpłatnych wynikach, dopóki jakość zdjęcia się nie poprawi[2]. Oficjalnego komunikatu Google o tej zmianie ani jej dokładnej daty w materiałach nie ma. Słabe zdjęcie przestało być powodem do wyłączenia produktu. Nadal jest jednak ostrzeżeniem, które Google pokazuje w panelu.

    KwestiaWcześniejTeraz
    Produkt ze słabym zdjęciemMógł zostać zablokowany w reklamach i bezpłatnych wynikach[2]Nadal się wyświetla[1]
    Ostrzeżenie w paneluWidoczne na liście produktów wymagających uwagiNadal widoczne, Google zaleca poprawę zdjęć[1]
    Wpływ na wynikiBlokada produktu oznaczała brak wyświetleńWedług Google lepsze zdjęcia mogą poprawić skuteczność reklam i bezpłatnych wyników[1]
    Minimalny rozmiar zdjęciaŹródło nie podaje obecnego minimum500 × 500 pikseli, egzekwowane od 31 stycznia 2027 r.[1]

    Kogo dotyczy zmiana?

    Nowe podejście do problemu „niska jakość zdjęć w Merchant Center” dotyczy każdej firmy, która przesyła produkty do Google Merchant Center i pokazuje je w reklamach albo w bezpłatnych informacjach o produktach[1]. W praktyce to głównie sklepy internetowe. Firmy usługowe zwykle nie korzystają z Merchant Center. Wyjątkiem są te, które obok usług sprzedają produkty, na przykład salon kosmetyczny z własnym sklepem albo warsztat sprzedający części.

    Czy niska jakość zdjęć w Merchant Center nadal szkodzi sprzedaży?

    Tak, tylko w inny sposób. Google pisze wprost, że wysoka jakość zdjęć silnie wiąże się z zaangażowaniem użytkowników i liczbą kliknięć[1]. Poprawa zdjęć ma według Google dać lepsze doświadczenie klientom i może zwiększyć skuteczność reklam oraz bezpłatnych wyników[1]. Ale.. Google nie podaje, o ile.

    Search Engine Roundtable zwraca uwagę, że produkty ze słabymi zdjęciami będą się wyświetlać, ale ich współczynnik kliknięć może być niski[2]. To przypuszczenie autora serwisu, a nie dane Google.

    Naszym zdaniem zmiana przenosi problem z panelu na wynik sprzedaży. Wcześniej słabe zdjęcie dawało jasny sygnał: produkt znikał, więc ktoś musiał zareagować. Teraz produkt zostaje w wynikach obok ofert konkurencji z ostrymi zdjęciami. Klient porównuje miniatury w kilka sekund. Jeśli Twoje zdjęcie jest rozmazane, kliknie w inne.

    Co z nowym wymogiem 500 × 500 pikseli?

    To osobna sprawa, którą łatwo pomylić ze zmianą opisaną wyżej. Google ogłosił, że wszystkie zdjęcia produktów muszą mieć co najmniej 500 × 500 pikseli[1]. Egzekwowanie tego wymogu zacznie się 31 stycznia 2027 r.[1] Od lipca 2026 r. Merchant Center pokazuje ostrzeżenia przy zdjęciach, które spełniają obecne minimum, ale są mniejsze niż 500 × 500 pikseli[1].

    Strona pomocy nie mówi, co dokładnie stanie się po 31 stycznia 2027 r. z produktami, których zdjęcia będą za małe. Naszym zdaniem złagodzenie zasad dla jakości zdjęć nie oznacza złagodzenia zasad dla ich rozmiaru. Jeśli masz w ofercie małe zdjęcia, zaplanuj ich wymianę przed tą datą.

    Ile pracy wymaga poprawa zdjęć i czy da się ją cofnąć?

    Merchant Center pozwala pobrać listę wszystkich produktów z ostrzeżeniem o niskiej jakości zdjęć jako plik CSV[1]. Dzięki temu wiesz, ilu produktów sprawa dotyczy, zanim kogokolwiek zatrudnisz. Sama poprawa to zwykle praca fotografa albo grafika, ewentualnie prośba do dostawcy o lepsze zdjęcia. Potem trzeba zaktualizować dane produktów przesyłane do Google[1]. Google zaznacza, że zmiana może pojawić się w panelu z opóźnieniem[1].

    Przykład poglądowy (liczby założone): sklep ma 2000 produktów, a ostrzeżenie dotyczy 300 z nich. Jeśli wymiana jednego zdjęcia zajmuje 10 minut, cała praca to 50 godzin. Rozsądniej zacząć od 30 produktów, które przynoszą najwięcej sprzedaży, czyli od 5 godzin pracy.

    Taka zmiana jest w pełni odwracalna: zdjęcie możesz podmienić w każdej chwili.

    Uwaga na zdjęcia poprawiane przez AI

    Kusi, żeby słabe zdjęcia poprawić narzędziem AI. Google przypomina, że przepisy w Unii Europejskiej, Indiach i stanie Nowy Jork wymagają, by reklamy z niektórymi zasobami stworzonymi lub edytowanymi przez AI miały odpowiednie oznaczenie[1]. Oznaczenie możesz dodać bezpośrednio na grafice albo przez ustawienie etykiety AI w Merchant Center i Google Ads[1]. Google zaznacza, że takie etykiety nie naruszają zasad dotyczących nakładek tekstowych i znaków wodnych[1]. Samo użycie ustawienia nie gwarantuje jednak zgodności z przepisami, a Google zaleca konsultację prawną[1].

    Czy warto teraz poprawiać zdjęcia? Decyzja dla e-commerce i firm usługowych

    Sytuacja firmyDecyzjaDlaczego
    Sklep internetowy z wieloma ostrzeżeniami o jakości zdjęćTAKProdukty się wyświetlają, ale słabe zdjęcia mogą obniżać liczbę kliknięć. Zacznij od bestsellerów.
    Sklep internetowy ze zdjęciami mniejszymi niż 500 × 500 pikseliTAKWymóg zacznie obowiązywać 31 stycznia 2027 r., a ostrzeżenia już się pojawiają.
    Sklep internetowy bez ostrzeżeńNIENic się dla Ciebie nie zmienia.
    Firma usługowa sprzedająca produkty przez Merchant CenterPOCZEKAJNajpierw sprawdź, ile produktów ma ostrzeżenie i jaką część sprzedaży dają.
    Firma usługowa bez Merchant CenterNIEZmiana Cię nie dotyczy.

    Ta zmiana zdejmuje stres z właścicieli sklepów, bo jedno rozmazane zdjęcie nie wyłączy już produktu z reklam. Nie traktowałbym jej jednak jako zgody na słabe zdjęcia. Radzę zacząć od produktów, które przynoszą najwięcej sprzedaży i tam wymienić zdjęcia w pierwszej kolejności. Przy okazji sprawdź rozmiar, bo termin 500 × 500 pikseli zbliża się szybciej, niż się wydaje. Ostrzegam, jeśli poprawisz zdjęcia narzędziem AI, upewnij się, czy reklama nie wymaga oznaczenia. Kto wie... Poprawione zdjęcie bez etykiety może narobić więcej kłopotów niż stare.

    dr Mateusz Juźwik, właściciel Marketing Chief Agency

    Podsumowanie

    Niska jakość zdjęć w Merchant Center nie blokuje już produktów w reklamach i bezpłatnych wynikach. Ostrzeżenie zostaje, a Google nadal wiąże dobre zdjęcia z większą liczbą kliknięć. Jeśli prowadzisz sklep, popraw najpierw zdjęcia bestsellerów i do 31 stycznia 2027 r. wymień zdjęcia mniejsze niż 500 × 500 pikseli.

    Źródła

    1. How to fix: Low image quality [image_link] – Google Merchant Center Help (dostęp: 13.10.2026)
    2. Google: Poor Image Quality Won't Stop Products From Showing In Search Or Ads – Search Engine Roundtable (Barry Schwartz, 12.10.2026) (dostęp: 13.10.2026)